Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepełnosprawność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepełnosprawność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 kwietnia 2018

Szczury, warchlaczki i inne trusie.....

Cześć wszystkim, Ello Wam :-)

Się przezyło, dozyło, do kolejnego wolnego.

Łykend nam się superacko ułożył, wolny od pracy, znaczy się.

Niektórzy się cieszą. Jest czym, wszak pełne 7 dni laby dla wybrańców.

Osobiście bym wolała bym do pracy chadzać.

W pracy jestem wolna, zdrowa, niezależna........

Praca uzdrawia mnie.

Ostatnio zadano  mnie pytanie na temat mej rehabilitacji.

W sumie wyszło na to, że rehabilitacja albo praca, ale wszak lepszej niż praca, rehabilitacji nie ma.

Co tu dużo kminić i gadać, szczęśliwa żem. 
Wiem, wiem, powtarzam się od lat (to chyba przez tą starość ;-)

Żyję kochani, jak każdy z nas, z Was.

Mam swoje smutki, żale, zmatwienia, radości  - jak każdy....
Tak naprawdę, łatwo wcale nie jest - tyle, że to  od nas (tu ode mnie) zależy jak to od życia wezmę (czy wezmę?? a   ja wezmę :-) i co z tym i jak zrobię.
Historia i potomni mnie oceniać będą......

Miałam również okazję i okoliczność rozmawaić ponownie czy jeśli walczymy/nie poddajemy się, wiedząc że przegramy/polegniemy, to głupota czy też odwaga.
Niezmiennie dla mnie normalność, pewnego rodzaju odwaga (stosując to nazewnictwo).
Według mnie nigdy nie można wykluczyć, że nam się uda osiągnąć zamierzony cel, nawet pomimo, że innym wcześniej się nie udało.
Nie znaczy to, że ja tego nie dokonam.

Podobnie jest przecież z biciem rekordów bądź zdobywaniem szczytów........

Od wielu, wielu lat również nie ważne jest czy ja mogę, tylko jak ja mogę (coś zrobić, uczynić)

Na ten przykład weźmy pracę.
Sama ja (bez sprzętów pomocniczych) to nawet  palcem do tyłka bym nie trafiła.
Z wózkiem i autem i z niewielką pomocą dwóch męskich ramion mogę, jak inni.
Sekret tkwi w głowie, w przestawieniu pewnych zapadek (tych w mózgoczaszce), założeń, pragnień..........

Od klilku miesięcy mam okazję obserwować jak sobie kiektórzy flaki i żyłay wypruwają,  byleby zawładnąć, zagarnąć, dla siebie więcej  i więcej. Mówię tu raczej o obowiązkach, przeważnie zawodowych. Baaardzo ważni się wtedy czują.
Trochę mi ich żal, bo dobrzy i nawet fajni bywają. Jak czasem.
Nikt nikomu pracy wszak nie zabrania........
A ja????
W latach dziewięćdziesiątych (piękna i młoda wtedy byłam i pzedewszystkim nie zdiagnozowana) w wyścigu szczrów udziału nie brałam. Tudzież obecnie za wrchlaczków gonitwę podziękuję.
Można przecież spokojniej, na lajcie, na luzie zrobić to samo.
Bardzo duże znaczenie (o ile nie diametralne) jednak w tym akurat konkretnym przypadku ma środowisko.
Kilometry mają ogromne znaczenie. Czy w te czy we wte.
Naturę, naleciałości, przyzwyczajenia pokoleniowe ciężko zmienić.
Niezmiernie podziwiam tych którym się chce i  to czynią.
Bohaterstwo czy idiotyzm.
Dla mnie to pierwsze.

Jedno na koniec jest pewne
Skoro już o tym mowa, to doskonale Wiecie, że to rewers mojej ulotki jednoprocentowej.
Może ostatnim rzutem na taśmę ktorś skorzysta bądź też zachowa na przyszły czas rozliczeń z fiskusem lub też podzieli się wiedzą...






Dlatego też

Bardzo mi w tym wszystkim, znaczy się w życiu :-) pomaga obraz, który od jakiegoś czasu często mam okazję mijać :-D.
Bo to od nas niemalże wszystko zależy i do nas sposób wyboru należy.

No i widzicie tak mnie refleksyjnie, tuż przed nadchodzącą pełnią w skorpionie, naszło.

Pewnie  to ta staroś ;-) ;-) Cieszę się z niej, z tej starości znaczy się 
:-D  

Bo biorąc pod uwagę wspomniane powyżej w poście środowisko i te kilometry, nie mam zbyt wiele okazji na  uczestnictwo w podobnych dysksjach, dysputach uczestniczyć.

Małżonek w delegacjach pracuje, pierworodne swój żywot wiedzie, 
no to trafiło tutaj ;-)

Słonecznego, ciepłego, bez opadów, odpoczynku Wam życzę.

Mnie również tego samego powinszujcie, bo dach w domku na rodowych włościach planujemy uszczelnić i orynnowanie założyć.



sobota, 31 marca 2018

ALLELUJA ! ! !

Cześć


Długo nie pisałam. Przepraszam, ale od lat Wam powtarzam, że złe wiadomości rozchodzą się najszybciej.

Ja póki co mam się dobrze (zależy co kto rozumie jako dobrze ;)
Aktualnie czuję się jak bym 30hektarową łąkę siana dwa dni pod rząd grabiłam.
A to tylko (AŻ) w piatek zamiotłam moje 37emkwadratne lokum i jakieś trzy dania na święta naszykowałam.

Tyle Wam miałam napisać, każdego ranka mnóstwo  mamWam do powiedzenia. 
Zmęczona jestem, ale również bardzo z siebie zadowolona, bo znów się udało.
Nic mnie nie ukradli ;-) 
Zbiłam jedną pamiątkową, rodzinną karafkę.
Spoko, pusta była ;-) Tak po prostu mnie się wymskła....:-(

Teraz chćby pół sahary mi do haupy nawiało, to palcem nie kwnę.
Mój kręgosłup  to chyba z przyzwyczajenia się trzyma.....

Ale, do kolejnych świąt dożyłam, a inni nie mięli takiego szczęścia  + :-( +

Tak poza tym pracuję, żyję, podatki, opłaty, kredyty spłacam (już 2 raty z 90 zapłaciłam)
Ropnie 2012
Jak tak sobie pomyslę co było 6 lat temu,

 Trochę groza mnie nachodzi (działkę musowo musimy sprzedać)

Tyle, że ja się nigdzie nie wybieram.....


Najserdeczniej wszystkim dziekuję  za otrzymane życzenia.

Oby ten czas  Świąt Wielkiej Nocy był dla Was czasem radości, spokoju, spełnienia, spędzonym w gronie najbliższych. Słońca w sercach.
Super mokrego dyngusa.
Wszystkiego Dobrego Wam.






poniedziałek, 15 stycznia 2018

No i co dalej........

Cześć. To znowu JA.

Cieszę się wolnością i nawet te -8 rano mnie nie powstrzymało.
Cieszę się, że marznę.
Podobnie było również wczoraj.
Przecież na WOŚP musiałam.
Tyle ile  dobrego od Was dostałam.
To jak mi wszyscy pomagacie, to i ja swoje musiałam dołożyć - relatywnie rzecz  ujmując niewiele to było - ale jak takich jak ja było wielu  no to na dzieciaczki się uzbierało.
W tym właśnie tkwi siła !!!!!
W ilości nas.
Pamiętacie jak w 2012  prosiłam o pomoc bo nie miałam w co srać i szczać ??? (piszę jak było, bez "ech", "och", "ę| przez bibułkę)
No i było miodzio,jest bo mnie wyratowali - ŻYJĘ.
A wcześniej pamiętacie jak na Tysabri zbierałam??
7 tysii (tak, 7 000 zł, PLN jak kto woli ) co miesiąc to kosztowało.
Nie było wtedy refundacji na to.
Niejednokrotnie dosłownie jak te dziady pod różnymi kościołami w Polsce żeśmy w trójkę stali (ja, Jurek i Laura).
Wiecie, że 18 miesięcy ten lek przyjmowałam.
To mnie wtedy dosłownie na nogi postawiło, przy okazji o mało co mnie później nie zabiło (no tak się zadziało)
To w 2010 r, usłyszałam że na wózek (jak ja o tym wcale słyszeć nie chciałam......)

A teraz wózek to wolność, niezależność, samodzielność !!!!!!

Samochód?? 
Inaczej jest prosić o lek/leki, o rehabilitację, a zupełnie w moim mniemaniu o auto, o samochód........
Bo ja wszystko muszę sama (Asia siama)  
Tak mnie jakoś naszło.
Chciałam znaleźć to zdjęcie jak byłam mała z tą miną pt.: Asia siama,ale znalazłam masę zdjęć z których ludzi już między nami nie ma. Co najgorsze, że młodszych ode mnie też nie ma ..............
Ja żyję i nie pozwolę, aby to wszystko poszło na marne.
Musi być w tym jakiś cel, że ja tu,na tym świecie, w tym momencie jestem wciąż z Wami.............

Mam do sprzedania działkę, znaczy się mam  ich kilka do sprzedania, ale jedną chcę sprzedać.......

Kredyty skonsoliduję, dobiorę, ubezpieczę, żeby choć post mortem moim rodzina spokój miała.............

Ja do pracy muszę  wracać, wątroba już daje znać o sobie..;-)

Muszę, nie, ja nic nie muszę, JA CHCĘ ŻYĆ !!!!!!

Będę miała to autko, takie samo, tak jak taki sam wózek !!!!!!!!!!!

Tak jak tatko mówił: „Nie możesz, nie masz prawa się poddać, musisz wytrwać. Boso ale w ostrogach, głowa do góry, pierś do przodu wypięta, głowa do góry dumnie podniesiona i pamiętaj córuś heja  i byka za rogi, i do przodu”

HOWGH WAM






  

sobota, 23 grudnia 2017

Magia.........

Wiecie co się stało???? tia ciężko nie wiedzieć........

Ani widu, ani słychu o skradzionych pojazdach.........

Ale wiecie, że magia świąt istnieje..........

Limit wylanych łez na najbliższy rok(dwa,trzy.....) wyczerpałam.

Łez szczęścia oczywiście.

Trudno mi uwierzyć w to co piszę.

Znalazł/znaleźli się fundator/fundatorzy na zakup nowego wózku 

inwalidzkiego dla mnie.

Jeszcze wszystko się kreuje/tworzy/ustala, ale On jest,wiem, 

rozmawiałam. On istnieje na prawdę !!!!!!!!!!!

Światowa Fundacja Praw Człowieka zorganizowała (sama od 

siebie) zbiórkę na zakup auta. 

https://pomagam.pl/wozekdlajoanny/


Cóż ja mogę, powiedzieć??

Wiara w dobroć i w ludzkie serca została mi przywrócona.

Tak się zastanawiałam ostatnio, że ja to taka prosta, szczera, ufna,

naiwna istota jestem.

Cudzego nie chcę i nie biorę, a swoim jak mogę to się podzielę.

W swej naiwności, swoją miarą innych postrzegam.

W bardzo wielu komentarzach mówiliście, że karma wraca i wróci 

do złodzieja.

Nic mi po tym, że źle komuś będzie.

Daje mi radość, że nie jest ze mnie taka suka i zła istota,skoro 

taki odzew, taki ogrom pomocy i wsparcia w moją stronę popłynął.



Wszystkim Wam SZCZERZE, Z SERCA DZIĘKUJĘ.



Na tę zbiórkę, to każda złotówka się liczy, PROSZĘ ! ! ! 



Tak jak w 2012 roku, żeście ratowali .............
skoro jestem tu z Wami,chyba ktoś ma plan...... .....


Wpłaty można też na OPP:
Dolnośląska Fundacja Rozwoju Zdrowia 
45 1240 1994 1111 0000 2495 6839   tytułem: YOANA


Można również bezpośrednio:
 Joanna Bieber 56 1940 1076 4901 0859 0000 0000
Z przyjemnością rozliczę się z kochanym Urzędem Skarbowym




Przestałam już wierzyć, że się odnajdą sprzęty, ale zaczęłam wierzyć, że jeszcze przede mną jasne i świetlane chwile.



Teraz to chyba nie chichot losu .........???? prawda...?????

Ściuchrało mnie w ostatnich dniach, nie ukrywam, ale dzięki Wam, dla Was się wygrzebię się, obiecuję.


Nie dam satysfakcji złodziejowi


Dla Was i dzięki Wam

WDZIĘCZNA JOANNA







sobota, 14 stycznia 2017

Takietam

Bry Wam :-)

Jestem, moi mili, no a gdzież niby winnam być?? jak nie tu i teraz.

Tak mam wciąż i bez końca, Inaczej rzecz ujmując: ŻYJĘ, ŻYJĘ.

No to już wiecie, u mnie bez zmian.

ŻYJĘ,kocham, ŻYJĘ, kochają mnieŻYJĘ.

Tak wiem, powtarzam się,no i to też od lat.
Skoro już żyję, bo udało mnie się przeżyć i mnie wyratowali, to inaczej na nie spoglądam.
Nie ma co włosa na cztery dzielić..................
Jest jak jest, no i żeby gorzej nie było, a że wersja postępująca, to jest, jak po równi pochyłej w dół, ale jest.

Jeszcze nigdy tak nie było, żeby gorzej nie było ....;-)

Nie lubię pisać,o chorobie, więcej bym pisała, o tym czego nie mogę, niż to co mogę.]
Choć nie ma jeszcze tragedii zupełnej, a że nie ma lekarstwa, to jest jak jest................
Zawsze mogę się położyć, narzekać i biadolić, tyle że co to da.......

Ostatnio w mej głoweńce dwie myśli się pojawiają:

  1. co by było jak bym nie pracowała - ujnia by była, wegetacja na socjalu Państwa  polskiego - nie wiem czy psychicznie bym radę dała wegetować.
  2. co by było jakby lekarstwo na dziada (SM) znaleźli/udostępnili- noooo, to byłby czad !!!!! - na samą myśl mnie się w głowie kręci i ustać  na nogach nie mogę ;-)
Nie dramatyzując,są chwile kiedy czuję się prawie jak zdrowa:
a) kiedy prowadzę auto, z automatyczną skrzynią biegów,jeszcze zdrowsza się czuję jak ma tempomat, najlepiej aktywny....
b) kiedy prowadzę kiedy foresta3 i się nie męczę..............

Znów się powtórzę, kluczem do mojego sukcesu, jest brak zmęczenia.
Ćwieczenia, rehabilitacja - tak aby się nie zmęczyć i wszystkojest git, no bo jeszcze tak nie było, aby jakoś nie było.......:-)

Wiecie co? jeden z portali społecznościowych (ciekawe jaki? :-)
przypomniał mi jak drzewiej bywało:




Jeszcze na starym blogu pisałam, tuż po tych ropniach byłam (te  fotki na górze z pamiętnego, ponad trzymiesięcznego pobytu w moim międzyleskim spa, gdzie swego rodzaju geniusze, będący przy okazji człowiekami - Asieńkę uratowali (opisy na tymże starym blogu ;-)

Tak to Asi facebook przypomniał,jakie to ma szczęście w życiu, że ma to życie i że może mym niektórym aniołom rękę ściskać na powitanie, rozmawiać, śmiać się, chodzić na sanki, do kina, na basen, na piwo...........

Tak moi mili, aniołowie są wśród nas, tacy zwykli, w dresach, koszulach, sukienkach, marynarkach.........
Tacy zwykli, wielcy, kochani, anielscy.............


Tia, już zamiast cześć i dzień dobry zwykłam mawiać im zwykłe, kryjące w sobie dziękuję za życie.
Tak jak każdemu z Was, bo istnieję dzięki Wam.

Jak co roku, ponawiam swoją prośbę o Wasz 1% procent dla mnie.
Jeśli możecie i chcecie ułatwić mi moje ukochane życie.

Mam tyle marzeń, w tyle chciałabym miejsc pojechać, tyle rzeczy zobaczyć, tyle czasów doczekać,na ślubie córki zatańczyć (może im się uda coś znaleźć do tego czasu........)

Cieszę się, że co roku piszę to samo.
Niefajnie mi jest, że pomimo, iż pracuję wciąż proszę o pomoc w finansowaniu leków, rehabilitacji, leczenia, badań (SM to swoiste chorobowe preludium medyczne :-( ;-)

Kilka lat temu chciałam, żeby ktoś to zaśpiewał w poniższy rytm:
 

Możemy się zabawić ( oj Wy tylko o jednym ;-) tia głodnemu chleb na myśli;-) w takie małe karaoke:

Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się upał

Jak co roku już w styczniu, zaczyna się szał



słychać wielki szum
robię wielki szum

Można spotkać golasa jak na plaży w Mombasa
1 procent podatku każdy może dać

golców cały tłum
„kalek” cały tłum


Znów się będą rozbierać Miss-Natura wybierać,

Każdy tutaj w potrzebie, a Ty  jak anioł w niebie


przez wieś przebiegł dreszcz

Komu go przekarzesz dziś


W krzakach siedzą tekstylni gryzą palce bezsilni,

KRS dla mnie prosty,  5 zer , 50135


zaklinają deszcz

Yoana dopisz też



Chałupy welcome to,

Na leki zbieram tu


 Bahama Mama luz

Leczenie moje  też


Afryka dzika dawno odkryta,

By żyło mi się trochę lżej


 Chałupy welcome to

Na leki zbieram tu


Chałupy welcome to,

Leczenie moje też


 sun of Jamaica blues

Po prostu ja chcę żyć


Polish Barbados i Galapagos

5 zer , 50135 i YOANA


Chałupy welcome to

Na leki zbieram tu


No to w skrócie tak właśnie umnie.

Z innej bajki, miałam ostatnio przedziwne zdarzenie.  W sumie nie ja, ktoś inny. Taki przypadek, że niezależnie co inni opowiadają o pewnej zaistniałej sytuacji, to pewnej osobie przypadkiem (nie ma życiu przypadków, wszystko w życiu dzieje się po coś) no i temu komuś włączyło się w telefonie nagrywanie i całość zdarzenia nagrało, a inni opowiadają, bo sobie sprawy nie zdają, że  to się nagrało. Jak ciężko powagę zachować ;-) ;-) ;-) jak się słucha tego i na tych ludzi patrzy. No ale gdyby się nie nagrało, to by jeszcze człowiek uwierzył ...........
Ale spoko usunęłam....................


Pamiętajcie moi mili 



Jak możecie i zachcecie to pomóżcie, a razem czynicie cuda......


No i oby tak jak najdłużej,  a tfu,niech wymyślą w końcu magiczną tabletkę.

Rany ale byłby jazz, chociaż tak połowę by cofnęło..........

Nikt  ani nic marzyć nie zabroni.
Tatuś mówił, że marzeń i wspomnień nie zabierze mi nikt.......







piątek, 15 lipca 2016

Słonecznik

Cześć to ja, znowu ja :-)
(ale  żeście zdziwieni, nieprawdaż?????)
(no, że ja, na własnym blogu ku Wam piszem.  Jest tylko jedna ewentualność, że tu napisze ktoś inny. Jak mnie już nie będzie, to poda ona Wam numer konta, na który równowartość za te wiązanki na jodle i świerku możecie przelać. Ja nie chcę żadnych kwiatów na pogrzebie, wyrzucony to piniądz i tak zgniją, ale wypić flaszkę nad grobem mym to już co innego ......;-)
Ale nie o tym miało być, ja zwykle ......
No bo tak. Jestem, jak zwykle :-)
Jak zazwyczaj szczęśliwa, zadowolona,  radosna, kochana, kochająca......
Ludzie się dziwią, czemu taka radosna i uśmiechnięta (może dlatego, że żyję wciąż?? a może ona pier...ęta jakaś ;-) nie mój problem, niech se myślą, co chcą.
 Mnie dobrze jest :-D

Dzisiaj to było tak. Pojechalim na zakupy. Nie corvetką, ino furą naszą (tą zabytkową prawie;-). Kupilim, wrócilim. Dałam mojej żmijce kochanej (no na własnej piersi ją chowałam, wolała z lewego cyca-tego od serca :-), daje jej słonecznik, (który bardzo lubi) i gadam, że specjalnie dla niej nabyłam, a to z krwi mej na mych sokach życiodajnych żywione rzecze mi   - "a co zatrute?"
Kochane me  nie ? :-D 


Ostatnio też wdałam się w dysputę, jak to komu jest źle i niedobrze i jak to przechlapane w życiu mają.
Się zaczęło, jak powiedziałam, że wszyscy to jacyś niewdzięcznicy życiowy, bo tylko narzekają, a przecież można być szczęśliwym - wystarczy tylko chcieć. No być szczęśliwym.
No i się zaczęło.
Hektolitry pomyj, hejtów, wyzwisk, na mą biedną i tak już umęczoną głowę się wylało.

Ech tam  co mnie to tam.

Co mnie przy życiu trzyma i  to tak w dobrym stanie (no powiedzmy ;-) (same profesóry i inne mądre głowy nie wiedzą), to i ja się nie zastanawiam, tylko żrem to życie ile tylko w paszcze dam radę wpakować (w cycki mi idzie, więc luz ;-)

Serio teraz będzie.
Co mi siły daje na co dzień i od święta ??
Co mnie trzyma na powierzchni?? 

M I Ł O Ś Ć 

Do córki, do męża, do najbliższych mych.

To nie ja jestem pępkiem świata. To ja muszę dbać o nich (albo nieletni, albo schorowani). Bo jedni z moich jeszcze nie pracować mogą, a inni już nie mogą (pracować;-)

No i kto jak nie ja.

Ja choruję. Ja sram i szczam pod siebie i tak kilkanaście/dziesiąt innych objawów chorób manifestuję (choć sprytnie to wszystko maskuję). Ja o nich dbam.
 Bo ich kocham. Czystą, bezwarunkową miłością i oddaniem mym.

Tak, cieszę się że mogę i chcę, jeszcze do pracy iść .
Zarobić hajs, żeby nam było lżej.
Raduje wielce mnie to.
Myślę wciąż, żeby było nam lepiej i mnie (tak przy okazji) też.
Coraz większy pazur na życie mam.
Życie, nie egzystencję - żeby było jasne.
Wszystko zależy od nas.
Pomijam tu kwestie, że fizycznie de facto jestem kaleką, niepełnosprawną, inwalidą, istotą ułomną.
 Umysłowo, daję radę ;-) :-)
Bo mam szczęście, że takich koło siebie mam????

Oni mają szczęście, że mają mnie !!!

Ot, brawo JA.

ŻYJCIE MOI MILI, po prostu (albo aż) ŻYJCIE !!!!!




czwartek, 12 maja 2016

Lancertilia

Helołeczka, piąteczka 
Wszystkim Wam
:-D

Jestem moi mili, oj jestem.
Wiem, wiem, że się martwiliście, bo mi o tym pisaliście , mówiliście........

No to Wam mówię (oj no piszę) to tak samo jak z chodzeniem, przy pomocy wózka. 
Bo się przecie nie jeździ, ino się chodzi...........

A u mnie???? co tam u mnie????
Toż samo od lat kilku :-D

Żyję, kocham, kochana żem, szczęśliwa, spelniona, itd., etc., itp., itede.............

Oddycham pełną życia piersią. Inni  rzeczą, że źrem życie, a ja po prostu zgarniam, zagarniam ile tylko radę dam udźwignąć :-D

A wiecie cooooo????!!!!!
Byłam, byłam, byłam dziś u tego, co mi dobrze robi. Byłam u niego z maużonkiem mym. Obu nam dobrze palcyma dobrze zrobił. Ten nasz fryzmaestro :-)
Lepiej nie mógł podkreślić, mego języczka nieposkromionego, dla co poniektórych niewyparzonego.

Oj tam , jak zwał, tak zwał.......
Wiecie o co chodzi........

No i co tam jeszcze u mnie???
No taki zapitol, że jak zwykle nie ma czasu załadować....... (yuppi ya)
Kiedyś ktoś o mnie powiedział, że powalona jestem. Może i miał rację...
Bo nie stękam, nie jęczę (no dobra,zaraz, chwila, prostuję - jęczę czasem :-)  to czasem lubiem ;-) coś tam było o warczeniu, jęczeniu we dnie, w nocy -jakoś tak 😉😉😉😉 ;-) ;-)
A już tak poważnie się zapowiadało i jak zwykle o jednym ;-)
(Świat opiera się na dupie, a ta na pieniędzach leży ;-)

No to o czym ja???

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Do pracy poszłam.
Ano tak normalnie.
CV, list i takie tam, i  robię.
Nie byłabym sobą jak bym nie wzięła z tacy tego co mi życie pod nos podetkało...........
Nie wiem tylko jak się czuje ktoś, kto daje drugiemu wolność, szczęście, po prostu życie. 
Za to wiem jak się czuje ten ktoś, kto dostał od innego wolność, szczęście, po prostu życie........
(Dwa x dziennie buczę ze szczenscia, w drodze do i w drodze z....


Kocham wyzwania, uwielbiam jak coś się dzieje, jak się kręci.
Roboty (upsssss, przepraszam, sorreczki wielkie) pracy dużo do ogarnięcia. Pracy, pracy, bo robota to głupota, a życie to picie. 
No to najlepszego wszystkim. Za pomyślność wszystkim <toast>
No i co tu dalej pisać? Już wszystko wiecie.
Wózek, wózek. forest, corvetta, dał mi wolność, niezależność.
Po latach wykluczenia sołecznego, zostałam

przywrócona na zawodowe łono społeczeństwa.
Wiatr we włosach i jechane :-) ;-)

Żegnać Was muszę moi najmilsi, bo rano wstać się zobowiązałam
 :-)

Bajo, Bajo, Baj, Baj

No i pamiętajcie  



sobota, 27 lutego 2016

Burdel

Takie to życie u mnie ostatnio:
dziwka (czyt. ebana ręka nie chce mnie słuchać;-), 
qrwa (czyt. noga, kutq co lata jak chce;-) 
i inne uje  (czyt. kamienie w woreczku żółciowym,
no po prostu cały, rozpasany burdel na mojej głowie, tylko iść się  poszczać ;-)

tak na okrągło i w kółko macieju, wciąż to samo...........

Złapałam się ostatnio na tym, że cieszę się z  tego, czym inni się przerażają, a ja  na to czekam z utęsknieniem.
To co dla nich jest koszmarem, mnie się jawi  jako wolność.
No i czekam, i czekam (cierpliwie jeszcze;-) i w końcu się doczekam :-D


Ps. Jeśli jeszcze się nie rozliczyliście z podatku za zeszły rok, a chcecie mi pomóc, pamiętajcie o mnie


lub dobrowolnie wpłacając na nr konta stowarzyszenia 
Dolnośląska Fundacja Rozwoju Zdrowia   nr konta:
 45 1240 1994 1111 0000 2495 6839                     tytułem: YOANA


no i pamiętajcie, że 

A wszystkim dbającym o mnie w jakikolwiek sposób, po prostu dziękuję, DZIĘKUJĘ WAM, 


DZIĘKUJĘ











sobota, 20 lutego 2016

życiowo

Helołeczka

Jestem szczęśliwa
taaaa, a ona znowu swoje ;-)
Ano tak
Chora, coraz bardziej chora.
nie ona jedna zresztą w rodzinie, 
a szczęśliwa jest ... :-)
W sumie tu bym mogła skończyć kwestię wypowiedzi, no ale.....
taaaa i jak zwykle, te jej ale, przecie coraz jej trudniej w konkretne klawisze trafić, długopisem nic nie napisze (ręka w ogóle jej nie chce słuchać), zresztą nie tylko jej piękna dłoń, jej zgrabne nóżęta też mają gdzieś, to co ona chce :P ;-) 

No i z czego to ona się znowu cieszy??? głupia jakaś, cy co ??? ;-)
No i nigdy nie wiadomo cy bardziej gupia, cy bardziej cy co - z nią tak zawsze......

No bo przecie ja nie potrafiem usiąść i płakać, usiąść i narzekać, no i w ogóle nie potrafiem poważnie.
Ja od życia wciąż chcę  i chcę, dużo chcę
to że kaleka, ona, nie potrafi się poddać, nie potrafi zrezygnować, inaczej pewne rzeczy robi ale robi...
Wystarczy, że życie czasem jest śmiertelnie poważażne, czasem poważne, a czasem śmiertelnie...;-)


Kochana, kochająca, spełniona, szczęśliwa......

Choroba wiele rzeczy mi wciąż zabiera, ale 
i znowu to jej ale
no ale też wiele daje. 
Nie miałabym w sobie tyle pokory, nie potrafiłabym, nie umiałabym wielu rzeczy docenić, baaaaa nawet dostrzec, zauważyć.
Człowiek w wiecznym pędzie, w gonitwie z dobrem doczesnym, za  majątkiem.
Taaaaa wydawało jej się wtedy, że pieniądze szczęście dają :-)
Teraz już wiem, że w bardzo radykalny sposób ułatwiają życie
Można by tu mnożyć przykłady: teraz mamy zmywarki, a ten co nie ma zmywarki, ma płyn do mycia naczyń, a nie szorujemy garów popiołem.
Smarkamy kultralnie w chustki do nosa (higieniczne) a nie w rękaw;-)
Mamy samochody/rowery, a nie konie/osły ;-)
No i mamy protezy, kule, laski, wózki inwalidzkie :-)
Jak to wszystko radykalnie ułatwia życie.

W pewien sposób to właśnie dzięki chorowaniu, mam to co mam.
Ale jej sie na filozofanie wzięło......;-)
Teraz wiem, że żyję, dawniej różnie to bywało, wiecznie czegoś brakowało......
A teraz??? Teraz to cieszę się, że mam rencinke, że mam dodatek mieszkaniowy, że leki kupuję dzięki łaskawości i hojności Waszej
jak ktoś komuś coś, to choć niewiele ale zawsze.....
że pomoc społeczna mojej rodzinie pomaga, bo inaczej byśmy nie dali rady
Tak, z tego wszystkiego i  tym wszystkim się cieszę.

Wracając zaś do szczęśliwości : 
chcecie być, szczęśliwymi ludźmi? - to takimi bądźcie :-D 
Ja tam jestem....
rany, przecie ona już to mówiła.....

Ze wszystkim tak łatwo, jak się pisze, to nie jest...
ale ona odkrywcza jest ....... :P ;-)

Ostatnio to co się u mnie zdarzyło, tak naprawdę dzięki jednemu człowiekowi...
pst, ciiiii, ona nie może powiedzieć wszystkiego, bo obiecała, a u niej słowo droższe niźli pieniędze
jedno powiem, z wąskiej i utartej, dobrze mi znanej kulawej ścieżki, cała kilku pasmowa autostrada się otwiera .......


TA SZCZĘSLIWA
a szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko. szczęśliwa żona, to szczęśliwy mąż
 :-D 










piątek, 8 stycznia 2016

Za 20 lat ....


Cześć tu  Yoana !
Cały czas ta sama ;-)
Choruję na stwardnienie rozsiane (to już wiecie, prawda? ;-)
To stwardnienie rozsiane, to  poważna, nieuleczalna, przewlekła choroba.
(strasznie brzmi i straszne jest :-(
Nieuchronnie prowadzi do niepełnosprawności.
Często  przechodzę długie i ciężkie hospitalizacje.
Udało się u mnie wyleczyć ropnie w mózgu!!!!!!!!!!!!!!
Cały czas leczę padaczkę, zaawansowaną zakrzepicę żył...
i inne paskudztwa
Mój stan zdrowia sukcesywnie się pogarsza
(postać wtórnie postępująca choroby)
Rehabilitacja i leki powstrzymujące postęp choroby
są bardzo kosztowne.

CHOROBA ZABIERA MI CO RAZ WIĘCEJ,
a ja po prostu chcę żyć na razie mi się udaje

Jeśli chcesz, możesz mi pomóc przekaż dla  mnie swój 1%.

KRS – 0000050135 Inf.uzupełniająca– YOANA

www.yoanabieber.blogspot.com                wdzięczna Joanna Bieber


Im więcej mi badziewie zabiera, tym bardziej się nie poddaję,
tym więcej od życia chcę  i więcej, taki mam zadzior niepokorny
Po raz kolejny (nie ostatni zapewne) proszę Was o pomoc.
Byliście ze mną w najgorszych momentach , dziękuję Wam za to.
Jeśli chcecie i możecie - pomóżcie znowu.

Fakt faktem ostatnio ze mnę nie jest najgorzej, prawdopodobnie trzyma mnie adrenalina.
Jak wiecie: "rodzina to dla mnie wszystko"
Nie mam siły pisać dokładnie o co chodzi, bo o kogo to wiadomo.
Nie jest lekko, male razem dajemy radę, bo musi być dobrze.

Ponownie dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają, są wsparciem i dodają otuchy.

Zawsze z nadejściem Nowego Roku optymistycznie, wręcz zuchwale patrzyłam i czekałam co nowe przyniesie. 
Lubiłam tą niepewność........

A dziś Pierwszy raz w życiu, boję się jakie nowe będzie............

Generalnie musi być dobrze i tego się trzymajmy..........
(tak samo jak trzymajmy się ramy to się, nie posramy ;-)


środa, 1 października 2014

Jeszcze

Cześć

Jeszcze żyję ;-)
Tak mówiła moja mam swego czasu jak do niej dzwoniła i z troską pytałam się co u niej. Do szewskiej pasji mnie to doprowadzało. No ale taka prawda.
Jeszcze żyję i mam się, powiedzmy, OKI DOKI, jak zwykł mawiać Hannibal Lecter ( to był fajny gościu, nie??

Nie mam jakoś ochoty pisać,no bo w sumie o czym.

Miałam ostatnio jakieś 3 dni spadku nastroju. Każdy czasem ma.
Naqrwiłam się, powściekałam, nabuczałam i już.
Przecież nie będą życia spędzać na użalaniu się nad sobą i waleniu głową w mur.
Trza spiąć pośladki, klejnoty w garść, brodę dumnie do góry, pierś do przodu i heja byka za rogi.....
Wczoraj była debata w sejmie na temat jakości życia chorych na SM w PL. 
Oni kilka godzin gadali, ja bym to w 3 słowach to ujęła : DUPA, DUPA, DUPA.
Generalnie przyznać jednak muszę, że rzez ostatnie 5 lat i tak się wiele zmieniło. Jest jednak lepiej, ino tylko ja się w nieodpowiednim czasie znalazłam. Albo za późno się urodziłam, albo za wcześnie lub za pózno zachorowałam (zależy jakie kryterium przyjąć;-) i za wcześnie mnie się pogorszyło.
Nie będę się powtarzać za kimś, tu jest to co poniekąd ja również myślę.
Pyta się Ethel, czemu nikt ich skrupulatnie nie rozlicza? A niby kto? MY powinniśmy. Powinniśmy być bardziej obywatelskim społeczeństwem i rozliczać polityków po wyborach każdych, ale komu tam się chciało......
Miałam kiedyś (4 lata temu, jeszcze pracowałam) jakieś zapędy polityczne (trochę rodzinnie się z bliska i od środka napatrzyłam) , ale uznałam, że nie ma sensu w tym kraju nad Wisłą, bo to generalnie jedno wielkie bagno, aja gówna nie tykam bo ono śmierdzi.....
A propos rozliczania.
Pisałam, że kilka lat o miejsce przed blokiem na parkingu osiedlowym o miejsce parkingowe dla ON.
Nie mówię, jeszcze dreptam, powiedzmy chodzę, przynajmniej na krótkich odcinkach (5 metrów) jest ok, jak jestem wypoczęta, np się nie myłam, bo to już duży wysiłek, pampersów używam czasami, aczkolwiek coraz częściej, zwieracze (jedne i drugie) se działają jak chcą czyt. raczej nie działają,z latem jest super, dlatego często chadzam w spódniczkach i sukieneczkach zwiewnych, krótkich i seksistowskich;-) trza z życia coś mieć, co nie??;-)
Generalnie liczę metry.
Więc (nie zaczyna  się zdania od więc;-) w ramach społeczeństwa obywatelskiego wczoraj w nocy prawię godzinkę przed północą (wróciliśmy od znajomych) czekałam na straż miejską co by pana/panią zewidencjonowała i 500 zł w kopercie wraz 5 punktami wysłała.
Ktoś bez wymaganych dokumentów i oznaczeń zajął miejsce parkingowe dla niepełnosprawnych.
Jak nie mam prawa do czegoś, to łap po to nie wyciągam. Mandaty sumiennie za złe parkowanie i inne takie tam sumiennie płacić musiałam więc litości nie mam.
Jeżeli tak byśmy, każdy z nas, wszystko rozliczali i nawzajem się pilnowali, byłoby lepiej.
Póki co chorzy w tym kraju, jak na froncie o życie, a przede wszystkim o godność walczyć muszą.
Ja swojej nie oddam. Wystarczy, że choroby zbierają swoje myto.

HOWK


Dziękuję wszystkim cudownym i kochanym ludziom, którzy mnie wspierają. Dziękuję im nie tylko za miłe słowa, ale chęć pomocy. Wiecie, że mnie rozczulają takie sytuacje, potem ryczę jak bób, jak do mnie dzwonicie i pytacie jak możecie pomóc, i po prostu pomagacie w najróżniejszy sposób.
Przepraszam, nie wymienię tu wszystkich moich aniołów (miejsca braknie).
Jesteście cudowni.
Bardzo Wam dziękuję.
Jak ja Wam się odwdzięczę??

czwartek, 3 lipca 2014

JesusChristSuperstar

Sorry, sorry.
Nie pisałam, na wiadomości i maile nie odpisywałam, się nie ujawniałam, ale już, już się poprawiłam. Ot po prostu czasu nie miałam.
Nie umiem w miejscu siedzieć (czyt.nic nie robić) zawsze sobie cosik wynajdę.
Żeby ciekawiej było ;-)
Aczkolwiek w poniedziałek i wtorek większość czasu plackiem przeleżałam
Chwila sławy, niektórzy chcieli sobie ze ze mną fotkę szczelić ;-)
Po latach już się przyzwyczaiłam.....;-)
Po kilku dniach efekt jest oszałamiający.
A odnośnie bólu??? EEEEEEE tammmm, profesjonaliści nie czują bólu ;-) przy takim zaawansowanym rozwoju olejków przeciwbólowych, dajcież sobie spokój.
Generalnie wystarczy w lustereczko looknąć i już po bólu ;-)
A permanentny polecam, serio, serio. Fajna sprawa.
Nie dość, że jak mam problem z trafienie maskarą do żeby oczka se upiększyć, to takie cosik w sam raz dla mnie.
Natura nie raczyła mnie obdarzyć pełnymi i bujnymi.........
 ej no co Wy znowu, ustami, moi drodzy, ustami.
Widocznie przewidziała, że będę mielić jęzorkiem i usta mogą być drugorzędne. Ot, franca jedna, no ta natura ;-)
Nie dość, że małe, to i wąskie, i cieniutkie, no i właśnie dlatego moi ulubieni starożytni, jak zwykle przyszli nam z pomocą ;-)
Skoro hulało to kilka tysięcy lat temu, czemu nie skorzystać (jak zwykle zresztą;-) z ich dobrodziejstw.
Ja jestem super mega zadowolona, a x4, że dzięki mym aniołom nie ponoszę nakładów finansowych, ino  psychiczne, i moralne, tudzież kursantkom, nie zawsze się wszystko udaje.
Rany za rok będzie niemal  10 lat jak Małgorzatę znam. Świetna kobieta. 

Wszak na kimś trza się nauczyć dziergać. Bo to w sumie taki tatuaż jest.
Ale takiego tradycyjnego tatuażu zrobić sobie nie zrobię.
Każdy ma jakiegoś bzika, mam i ja :-D juppiiiii

Jedno powiem: za tyle radosci, tyle zadowolenia, tyle szczescia, pewnosci siebie, poprawy samopoczucia i wzrostu pewnosci siebie. Za perfekcyjny, artystyczny,permanentny niby taki niewielki zabieg ust. DZIEKUJE.

Ale i tak to tylko słowa........

A jeszcze , że z jakimiś defektami, no że człek niepełnosprawny........
 ale ach te usteczka i te brewki.......... ;-)




A później, to już poszło. Dom, rodzina, kuchnia i inne tam.

Pierworodna aktualnie siedzi w torebce i w ręczniku na głowie i czeka jak się farba na włosach przyjmie. Copper red ma być, a co wyjdzie to sie za kilkanaście minut okaże;-)
Nie mogłyśmy znaleźć nigdzie szamponetki lagoon blue wiec zostało tylko to coś copper....
Spoko, na razie tylko końcówki (tak od połowy ;-) no i grzywka ;-)

No bo przecież wakacje  znowu są