Zderzenie żywota w jednostce leczenia zamkniętego, nie było łatwe wcale.
Jednakowoż udało mnie się przetrwać ponad tydzień w tej normalniejszej rzeczywistości.
Wessała mnie ta realność. Aśka wróciła :-)
Pokazali mi, nauczyli jak sobie mogę radzić z moimi ułomnościami, przynajmniej z tymi, z którymi można sobie poradzić. Tak więc jako pilna uczennica wzięłam się za siebie i z kilkoma aspektami mych dolegliwości radzę sobie. Na tenże przykład wyeliminowałam niemalże całkowicie ból barku id od niemalże dwóch miesięcy nie biorę żadnych leków przeciwbólowych na kręgosłup.
Trafiłam na tym Majdanie na fizjoterapeutów potrafiących słuchać i wyciągać wnioski z ułomności. Efekty się uwidoczniły, a to cieszy najbardziej, dlatego też taki nieustający zapał z mej strony.
Halo, halo, Shakiry na stole nie odtańczę, na setkę nie pobiegnę, ale lżej mnie się kuśtyka.
Zakupiła sobie Asia pomocne sprzęty do ćwiczeń oraz konieczne suplementa i dalej heja byka za rogi i do przodu. A te zakupy to dzięki Wam moi mili. Z podarowanego mej osobie 1% :-D
Stąd też ostatnim rzutem na taśmę. Jeśli wciąż się jeszcze nie rozliczyliście z Fiskusem (wszak na tym świecie pewne są podatki i śmierć;-) ponawiam prośbę o przekazanie 1% z podatku za zeszły rok na moje leczenie.
W sensie, dawno temu porzuciłam nadzieję, na jakieś spektakularne efekty, ale przynajmniej możecie poprawić komfort mojego żywota.
Moi drodzy, rehabilitacja trwa, nie poddaję się. Słucham się grzecznie uczonych i mądrzejszych istot. Często mówiących, że na dzisiaj dość. No bo ja, jak to ja, chciałabym już natychmiast, tu i teraz. No nie da się tak.
W oczętach mych jest coraz lepiej, ale woolno to idzie. Książkowo posterydowo. No ale ku lepszemu idzie. Aczkolwiek nie chcielibyście zaparkować samochodu swojego koło mojego 🤣
Nie, nie. Nie prowadzę auta (odnośnie moralności nie zapraszam do dyskusji).
Nie czytam, raczej tv nie oglądam.
Słuchanie audiobooków to nie dla mnie bajka. Chyba, że polecieć coś wciągającego, krwawego (Biblię czytałam ;-)
Kontynuując sprawy rehabilitacyjne: typowe S_M. Po czym się poznaje dobrego rehabilitanta ? W skrócie po głębokich pokładach sadyzmu, a po czym poznać oddanego sprawie pacjenta ? Po głębokim zamiłowaniu do masochizmu.
Tutaj współpraca jest na 121 %
Tak nieprzerwanie trwać będzie do 13 kwietnia br.
Naprawiają mnie tutaj.
Cieszę się,jak nigdy.
Odkrywam mięśnie istniejące w mym ciele, znane jedynie z atlasu anatomicznego.
Jak zawsze w tym czasie załączam prośbę. Jeśli chcecie, jeśli możecie - POMÓZCIE !
Dawno mnie nie był, ale przypominam - BRAK WIADOMOŚCI TO DOBRA WIADOMOŚĆ. Przede wszystkim ŻYJĘ ! Na tym w sumie mogłabym skończyć... ;-) No ale to nie ja :-) Troszku za Wami się stęskniłam. Dużo by opowiadać co u mnie. Najważniejsze to co powyżej - ŻYJĘ !!!!!! Wszystkich ciekawych chętnych zaprosić mogę do kontaktu prywatnego :-) Minął rok, mija kolejny rok, a ja wciąż piękna, młodsza, piękniejsza ..... ;-) Generalnie u mnie bez większych zmian. Choroba postępuje, ja udaje, że się nie poddaję - głowa do góry, pierś do przodu wypięta, byka za rogi i heja do przodu......!!!!!!! Mówiłam, że bez większych zmian. Na koniec komunikacja obrazkowa ARCHIWALNA :-D
Natomiast teraz aktualna, coroczna prośba, dzięki Wam mam możliwość sfinansowania kosztów mej rehabilitacji oraz niespodziewanych wydatków na leczenie. No prawie aktualna, bo ulotka zeszłoroczna, mój komp odmówił chęci współpracy ze mną i całkowicie martwy leży sobie na szafce, korzystam z uprzejmości mej latorośli. Od czterech lat funkcjonuję dzięki rozwiązaniom technicznym. Wiecie, że pierwsze objawy miałam dokładnie 28 lat temu, a diagnozę postawili dokładnie 20 lat temu. Ja cię, ale dojrzała jestem........ Wózek inwalidzki rulez, jeli tylko jest pod ręką ;-) Jak będą bardziej dostępna zrobię nową, co w sumie mej sytuacji nie zmieni......bo kto wie czy za rogiem nie stoją anioł z Bogiem.....
Cześć. Jestem, jestem. Pamiętajcie, brak wiadomości - dobra wiadomość. Wiosna przyszła, zieleni się, maj za progiem. Uwielbiam maj. Niektórzy się wtedy pobierali, niektórzy umierali, ale przyznać jak co roku muszę NAJPIĘKNIEJSZY miesiąc dla mnie :-) Żyję, pracuję, choruję, kocham, kochana jestem, szczęśliwa żem, ino takiej werwy mi brak. (typowe objawy depresji???) Co tu Wam będę farmazonić. Ministrowi naszemu takiemu jednemu nie starczało do pierwszego, a mnie jakoś starcza (jeszcze). Żyję od spłaty kredytów, do następnej ich spłaty. MASAKRA.
Spoko, chyba nie jest, aż tak źle.
Mało rzeczy mnie cieszy Ciekawe jak długo dam radę ciągnąć??(jakiś czas z pewnością)
Kończy się czas 1%, mnie nawet wsyd jest się przypominać (info po prawej). Dzięki Wam przecież żyję.
Wózek
To ten poprzedni, z npowym nie mam ładnego zdjęcia......
i autko
spisują się fantastycznie, ale grunt, że po twarzy nic nie widać ;-) Gdyby się sprzedała/sprzedały byłoby lżej....
Cześć, Bry Dzień, Siemanko.... No tak,. tak, puszek pod skrzydełkami wciąż narasta :-) Normalność, życie i jego szarzyzna wróciła i mnie słodko, wręcz niewinnie otula....... Po prostu bosko, ten wiatr poczułam.........
W tym stanie rzeczy, jak wielokrotnie mówiłam - ja mogę wszystko.
Damy sobie radę, z tymi kredytami, oby zdrówko było jak jest........
Działkę się sprzeda..........., może dwie.........
A wicie co????
Dzięki Wam ta siła wróciła !!!!!!
Dziękuję.
Sprawa z otrzymaniem pieniędzy ze zbiórki zakończyła się pomyślnie. Kwota pomniejszona o 7% wpłynęła na konto kredytu, to do wcześniejszej spłaty.
Ile nerwów naszarpało. Z dystansem podchodzę do wszelkich fundacji "przy okazji", a już miałam pismo do prokuratury napisane....
Nie wszyscy którzy chcą Ci pomóc, chcą dla Ciebie dobrze....
Tak więc ostrożnie i miejcie się na baczności.........
Z pozytywnych jeszcze innych aspektów:
Byłam na komisji, ZUS chciał mnie oglądnąć.
Taaa, przypadek beznadziejny. Najkrótsza komisja, jakakolwiek kiedy miałam okazję przeżyć. Wystarczy, że weszłam. Kurtkę zdjęłam. Dokumenta podałam no i dowód też. Ze 3-4 zdania no i mam. Na kolejne lat 5.
Nawet nie myślę, co będzie za te 5 lat. Mam zamiar przeżyć i bawić się dobrze.
Na weselu córki, obiecałam jej że matka tańcować na obcasach bedzie. Może i tabletkę spreparują mądrzy ludzie......
Pożyjemy, zobaczymy, przyjdzie czas będzie rada......
Jak widać wessało mnie życie, które kocham przeogromnie.
Cudowne jest.
Na koniec niestety, pewnego rodzaju zaprzeczenie sobie :
Może za rok zmienię te ulotkę ;-)
A teraz bawmy się póki co. wszak zapusty rządzą dziś.
Tralala, wiosna idzie. Czujem to w każdej komórce mego organizmu.....nie bądźmy tacy zasadniczy, no coś tam czujem ;-) Wiosna coraz większymi krokami nadchodzi, trochę jeszcze trza poczekać, ale......... Spódniczki mi się chce i takich tam............ AAAAAAAAAAA mówiłam Wam, że jestem szczęśliwą, spełnioną kobietą, mamunią, żoneczką, no ta kochanką swego maużonka też :-) No i w sumie u mnie to wszystko, tak jak od lat :-)
Aaaaa, ostatnio okoliczność miałam dysputę prowadzić, że jako istota poważnie i nieuleczalnie chora. Jako żona poważnie i nieuleczalnie chorego męża (córka póki co niezdiagnozowana ;-) mam czelność być szczęśliwa ;-) i tym stanem rzeczy wqrzać innych? ;-) TAK, nie zamierzam ani o jotę się zmieniać, a swoją drogą - inni to mają problemy, co nie?? Nie na darmo taka kachucha ze mnie (od sposobu tuptania też). Dobrze, że nie kwoka. Bo czy żeście widzieli zmokłą kaczkę??? Taaaaa, po mnie to wszystko spływa!!!! Fakt jakiś czas musiałam ćwiczyć sposób układania piórek, ale życie ( z dużą pomocą napotkanych w nim człowieków) zweryfikowało kąt i perspektywę życiową.
Ech no co by tu Wam jeszcze ??? Ot życie. Rok mija właśnie teraz, jak o tym czasie życie nowe zostało mi dane. Życie nazwane przez producenta Forest 3. Każdego dnia zasypiam i budzę się dziękując aniołom za ten dar ..
ŻYCIE ! ! !
Tak rozmyślawszy jak to w mej biografii bywało: Jedno (no to życie) było przed chorobą. Drugie przed ropniami. Trzecie przed wózkiem. Ot taka w skrócie historia. Niezmiennie na pytanie, czy to z prasy, radia, telewizji, czy też kogokolwiek - czego najbardziej w tym wszystkim żałuję - niezmiennie odpowiadam tańca. Jakże ja lubowałam tanciować. Ech, to se ne wrati. Ale za to co się jeszcze może zdarzyć................... Ja naprawdę szczęśliwa jestem. Szczęśliwa matka - szczęśliwe dziecię. Szczęśliwa żona - szczęśliwy mąż. Szczęśliwa rodzina - spełniona Ona.
Proste !!!!! Takiej prościzny i Wam życzę (jeśli tylko chcecie - to bierzcie) Na koniec niezmiennie o tej porze, po jednym (serdecznie proszę ja Was :-)
Bry Wam :-) Jestem, moi mili, no a gdzież niby winnam być?? jak nie tu i teraz. Tak mam wciąż i bez końca, Inaczej rzecz ujmując: ŻYJĘ, ŻYJĘ. No to już wiecie, u mnie bez zmian. ŻYJĘ,kocham, ŻYJĘ, kochają mnie, ŻYJĘ. Tak wiem, powtarzam się,no i to też od lat. Skoro już żyję, bo udało mnie się przeżyć i mnie wyratowali, to inaczej na nie spoglądam. Nie ma co włosa na cztery dzielić.................. Jest jak jest, no i żeby gorzej nie było, a że wersja postępująca, to jest, jak po równi pochyłej w dół, ale jest. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby gorzej nie było ....;-) Nie lubię pisać,o chorobie, więcej bym pisała, o tym czego nie mogę, niż to co mogę.] Choć nie ma jeszcze tragedii zupełnej, a że nie ma lekarstwa, to jest jak jest................ Zawsze mogę się położyć, narzekać i biadolić, tyle że co to da....... Ostatnio w mej głoweńce dwie myśli się pojawiają:
co by było jak bym nie pracowała - ujnia by była, wegetacja na socjalu Państwa polskiego - nie wiem czy psychicznie bym radę dała wegetować.
co by było jakby lekarstwo na dziada (SM) znaleźli/udostępnili- noooo, to byłby czad !!!!! - na samą myśl mnie się w głowie kręci i ustać na nogach nie mogę ;-)
Nie dramatyzując,są chwile kiedy czuję się prawie jak zdrowa:
a) kiedy prowadzę auto, z automatyczną skrzynią biegów,jeszcze zdrowsza się czuję jak ma tempomat, najlepiej aktywny....
b) kiedy prowadzę kiedy foresta3 i się nie męczę..............
Znów się powtórzę, kluczem do mojego sukcesu, jest brak zmęczenia.
Ćwieczenia, rehabilitacja - tak aby się nie zmęczyć i wszystkojest git, no bo jeszcze tak nie było, aby jakoś nie było.......:-)
Wiecie co? jeden z portali społecznościowych (ciekawe jaki? :-)
przypomniał mi jak drzewiej bywało:
Jeszcze na starym blogu pisałam, tuż po tych ropniach byłam (te fotki na górze z pamiętnego, ponad trzymiesięcznego pobytu w moim międzyleskim spa, gdzie swego rodzaju geniusze, będący przy okazji człowiekami - Asieńkę uratowali (opisy na tymże starym blogu ;-)
Tak to Asi facebook przypomniał,jakie to ma szczęście w życiu, że ma to życie i że może mym niektórym aniołom rękę ściskać na powitanie, rozmawiać, śmiać się, chodzić na sanki, do kina, na basen, na piwo...........
Tak moi mili, aniołowie są wśród nas, tacy zwykli, w dresach, koszulach, sukienkach, marynarkach.........
Tia, już zamiast cześć i dzień dobry zwykłam mawiać im zwykłe, kryjące w sobie dziękuję za życie.
Tak jak każdemu z Was, bo istnieję dzięki Wam.
Jak co roku, ponawiam swoją prośbę o Wasz 1% procent dla mnie.
Jeśli możecie i chcecie ułatwić mi moje ukochane życie.
Mam tyle marzeń, w tyle chciałabym miejsc pojechać, tyle rzeczy zobaczyć, tyle czasów doczekać,na ślubie córki zatańczyć (może im się uda coś znaleźć do tego czasu........)
Cieszę się, że co roku piszę to samo.
Niefajnie mi jest, że pomimo, iż pracuję wciąż proszę o pomoc w finansowaniu leków, rehabilitacji, leczenia, badań (SM to swoiste chorobowe preludium medyczne :-( ;-)
Kilka lat temu chciałam, żeby ktoś to zaśpiewał w poniższy rytm:
Możemy się zabawić ( oj Wy tylko o jednym ;-) tia głodnemu chleb na myśli;-) w takie małe karaoke:
Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się
upał
Jak co roku już w styczniu, zaczyna się szał
słychać
wielki szum
robię wielki szum
Można spotkać golasa jak na plaży w
Mombasa
1 procent podatku
każdy może dać
golców
cały tłum
„kalek” cały tłum
Znów się będą rozbierać Miss-Natura
wybierać,
Każdy tutaj w
potrzebie, a Ty jak anioł w niebie
przez
wieś przebiegł dreszcz
Komu go przekarzesz dziś
W krzakach siedzą tekstylni gryzą palce
bezsilni,
KRS dla mnie
prosty, 5 zer , 50135
zaklinają
deszcz
Yoana dopisz też
Chałupy welcome to,
Na leki zbieram tu
Bahama Mama luz
Leczenie moje też
Afryka dzika dawno odkryta,
By żyło mi się
trochę lżej
Chałupy welcome to
Na leki zbieram tu
Chałupy welcome to,
Leczenie moje też
sun of Jamaica blues
Po prostu ja chcę
żyć
Polish Barbados i Galapagos
5 zer , 50135 i YOANA
Chałupy welcome to
Na leki zbieram tu
No to w skrócie tak właśnie umnie.
Z innej bajki, miałam ostatnio przedziwne zdarzenie. W sumie nie ja, ktoś inny. Taki przypadek, że niezależnie co inni opowiadają o pewnej zaistniałej sytuacji, to pewnej osobie przypadkiem (nie ma życiu przypadków, wszystko w życiu dzieje się po coś) no i temu komuś włączyło się w telefonie nagrywanie i całość zdarzenia nagrało, a inni opowiadają, bo sobie sprawy nie zdają, że to się nagrało. Jak ciężko powagę zachować ;-) ;-) ;-) jak się słucha tego i na tych ludzi patrzy. No ale gdyby się nie nagrało, to by jeszcze człowiek uwierzył ...........
Ale spoko usunęłam....................
Pamiętajcie moi mili
Jak możecie i zachcecie to pomóżcie, a razem czynicie cuda......
No i oby tak jak najdłużej, a tfu,niech wymyślą w końcu magiczną tabletkę.
Rany ale byłby jazz, chociaż tak połowę by cofnęło..........
Nikt ani nic marzyć nie zabroni.
Tatuś mówił, że marzeń i wspomnień nie zabierze mi nikt.......
Leniwie, szczęśliwie płynie czas. Spokojnie (jak na wojnie ;-) Wiosna w koło. Słońce cudnie świeci, niemal słychać jak wszystko kwitnie....... W mojej głowie (naiwnej??szalonej??) zrodził się jakiś czas temu pomyślunek. Od momentu kiedy mam swoja corvette,
kiedym się stałam zmotoryzowaną istotą, lęgnie mi się między zwojami w mózgoczaszczce, podszeptuje, kusi myśl, że skoro już mnie tak codzienność nie męczy i że mogę więcej, to że może by pójść do pracy (choć na pół etatu) No i zaczęłam ogłoszenia przeglądać i tak se przeglądam, planuję, marzę..... A nóż, widelec się znajdzie :-) persona szlachetna, będąca wpierw człowiekiem, a potem szefem.......... No i tak leniwie, szczęśliwie życie mi płynie, jak to u mnie (jak nie urok, to sraczka, albo przemarsz wojsk........) Pamiętajcie moi drodzy, jeśli się nie rozliczyliście jeszcze z podatku, znaczy się pita żeście jeszcze nie oddali do US. Jeśli nie macie komu, jeśli jeszcze nie zdecydowaliście komu przekazać swój 1%, możecie wspomóc moją osobę:
Gdyby zaś możliwości i ochota Wasze pozwalały na przekazanie darowizny na moją przecudną osobę, to proszę pamiętajcie o mnie:
Nazwa OPP –Dolnośląska Fundacja Rozwoju Zdrowia
45 1240 1994 1111 0000 2495 6839 tytułem: YOANA
Życie przewrotne jest, niezbadane ścieżki losu, nieprzewidywalne chwile.
Niemalże rok temu schronisko na Murowańcu zdobyłam:
Cześć :-D Tęskniliście?? Powiedzcie, że tak Bo ja tęskniłam. To, że nie dawałam znaku, życia zupełnie nie znaczy, że się nic nie działo. Okropną kłamczuchą bym była, jak bym tak twierdziła. Wręcz odwrotnie proporcjonalnie. Cały czas taki zapitol, że załadować nie ma kiedy :-) Może tak ciut refleksyjnie mnie wczorajszy dzień nastroił (Wiecie ten nów w skorpionie;-) Tak się zastanawiałam czy jestem patriotką i doszłam do wniosku, że raczej chyba mnie bliżej do systemu patriot jednak. No cóż, temat pozostawię otwarty.............. Czas mnie mija ostatnimi miesiącami bardzo towarzysko, bo towarzystwo ponad wszystko (od oseska tak mam;-) Nie pamiętam niestety, ale mamunia opowiadała, że jak mnie ochrzczono (zresztą, nie wiedzieć czemu, wcale o zgodę nie pytając), to podczas skromnego przyjęcia rodzinnego ;-) wynieśli mnie śpiącą w najdalszy kąt mieszkania z wielkiej płyty i w uszy watę włożyli. Mój najukochańszy braciszek miał za zadanie sprawdzać ciuchutko, cichuteńko, na paluszkach, czy watka mi nie wypadła i czy aby czasem buteleczki lub pieluszeczki, się w jedyny subtelny, znany miwtedy, sposób nie domagam (przez 2 pokoje słychać by nie było ;-) Tak mi do starości pozostało...... Teraz tez w niejakiej krótkiej chwili między posiadami klikam Wam Ale wierzcie mi, już nie mogłam wytrzymać i się powstrzymać :-) Można by rzec, że u nie wszystko tak jak było, ale jakoś tak inaczej ;-) Latorośl ma pierworodna chwały, dumy nam przysparza. Wszak tu zdziwienie jest zupełnie zbędne. Po mamuni swej. Tyle, że w tym przypadku mamunia dumna straszliwie-uczeń przerasta miszczynię wiedzmią ;-) Bardzo nam z tym dobrze. Ogólnie jest mnie dobrze. Powiedzmy, że nie wiem czemu, ale ogromną radość czerpię z najprostszych i najdrobniejszych chwil codziennego życia. Gotowanie, sprzątanie, mycie (w tym siebie też ;-) prasowanie i tym podobna szarzyzna życia. Jak niektórzy tego nie są w stanie zrozumieć i pojąć to mają problem. A propos tego własnego się mycia. Jak wiecie, różne sytuacje, mnie w życiu mym skromnym, nawiedzają. Otóz pragnę wszystkim tym co w takich chwilach są blisko mnie, szczerze podziękować. Za udostępnianie łazienek, cierpliwość, pomoc. Nie jest to dla mnie komfortowe. Może Wam się lekko to czyta, ale lekko, a na pewno nie pachnąco. Jechać autem, tyłem do jazdy, na kolanach, przy otwartych wszystkich oknach. Oj tam, oj tam, najgorszy był pierwszy raz, jak we wszystkim, zawsze ;-) Ale skarpetki były czyste i suche..... :P ;-) A wiecie co jeszcze i to najważniejsze, bo ja tu tak pierdu, pierdu. Lepiej mnie. Nie, nie to że lepiej nie mówić, ino lepiej :-) Zainspirowana informacją wyczytaną u Agnieszki popularnie Ethel zwaną. Zakupiłam sobie kilogram szaro-białych nasionek ;-). Przyswajam nasionka w różnych formach i jest mnie lepiej. Amantandynę po 3 latach odstawiłam, ino żałuję, że nie zielone te nasionka ;-) Bo żyjąc w kraju absurdów, TK obznajmił, że będąc w stanie terminalnym (a nie wyglądam :-( ;-) mogłabym wchłaniać te zielone, ale nie mogłabym uprawiać, ha, ha, ha, ha :/ Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o piniondze. No i jak zwykle na koniec najistotniejsze. DZIĘKI WAM OGROMNE ZA PAMIĘĆ I WYSIŁEK PRZY ROCZNYM ROZLICZENIU ZA 2014. Rozliczenie 1% dostałam. Cudnie mnie się na sercu i duszy zrobiło. Niemalże 1500 PLN wpłynęło na subkonto me. Jesteście wielcy. Spokojnie do apteki mogę się udać i jakby co do szpitala pojechać. Jesteście cudni.
Jak co roku, o tej porze, dumę własną chowam w kieszeń i rozsyłam przypomnienie/prośbę. Jeśli nie wiesz komu przekazać swojego 1% przy rozliczeniu rocznym, to gorąco polecam się pamięci. Dzięki temu mam na niezbędne dla mnie leki, na rehabilitację i potrzebny mi sprzęt rehabilitacyjny. Dzięki Wam jestem wciąż w tak fajnym stanie (że prawie nie widać ;-)
Cześć, Dzień Dobry, Dobry Wieczór? ;-) moi mili. Zapewne się żeście za mną stęsknili :-) ;-) Wiem, wiem, jak zwykle. Ale oto już jestem i znów Wam wieści ślę (dziś będzie szybciej bo z wiatrem ;-) Tak, to ja Wasza wiedźma (kobieta posiadająca wiedzę), Wasze babsko (doświadczona kobieta (matka, żona kochanka?;-) posiadająca wiedzę:-) Ragana jedna, ropucha kochana (a teraz googloojcie, googloojcie ;-) Nie to że, ja tak sama o sobie, sami mnie tak zwiecie. Najczęściej w podziękowaniach, bo jeszcze coś tam potrafię :-) a pomaganie sprawia szaloną frajdę. To tak niechcący u mnie wychodzi. Cieszę się Waszym radościami i szczęściem :-D Święta, Wigilia, podłazy i podlaźnicy, sylwester, pępkowe, NowyRok, wszystko już za nami. Oj, leci, leci, czas ten, wręcz zachrzania jak by go kto nakręcił ;-) A ja wciąż lecę, lecę bo chcę, wciąż na fali, z wiatrem daję się nieść. Otóż to, bo ja tak chcę i już !!! Oszczędzę Wam po raz kolejny wynaturzeń i zapewnień o mej szczęśliwości i w pełni życiowym spełnieniu - o faktach się nie dyskutuje :-P Ach, te pępkowe, termin miała na 31.12.14, a na świecie się zjawiła 8.01.15. Śliczności, piękności, kochaniątko jedne :-D Nic nie pamiętacie, Jacka i Iwony córka :-D
Tak to u mnie, jak to u mnie, na fali z wiatrem. Jak przyjechaliśmy odwiedziliśmy Ethel, nie, nie w Warsaw, nie w sztolicy;-) ino u nas w mieście Łodzi. Bo to ja do sztolicy jeżdżę do SPA, ona widać woli UĆ ;-) :-) No i jak poszlimy, to jak to my, łóżko ma kółka, kran na sali jest, to się dziewczynę umyło. Ileż frajdy i radości dziewczę miało ;-) Śmiechu co nie miara było, normalnie, że hu, hu, ho, ho ;-) Aż dziw bierze, że nikt nie odkrył, że tak można i że zazwyczaj kółka się kręcą ;-) ;-) ;-) A teraz, nie, nie moi drodzy, nie idziemy nigdzie, na żadnego jednego, nie ;-) No to jeszcze raz. A teraz to się mnie makowce upiekły. Bo ja w swoim żywiole. Nie wiem do czego najpierw me śliczne łapki wetknąć. Kokosanki (eeeee to już standard, mnie się przejadło, ale zapotrzebowanie jest :-) pączuszki (no właśnie, te do rączki ;-) faworki, albo chrusty ;-) (przecie to jedno i to samo ;-). Takie oto dylematy życiowe ma Asiątko. Bo jak Asiątko zakupiło sobie na kółkach taborciątko (kółka się kręcą) a ona na nim swe szanowne i cenne posadziła dupciątko, to ciężko za nią nadążyć, bynajmniej w kuchni :-D ;-) A no i jeszcze Wam powiem, że jak już mam ten zydelek na tych kółkach ;-) to też, tak w międzyczasie ;-) w żydkach siedzę ostatnio, znaczy się do decoupage powróciłam. Szaloną przyjemność mnię to sprawia. Żydka, żydka komu żydka ;-) EEEE, no co Wy nie czaicie? Żyd w sieni pieniądze w kieszeni... ;-) Do tego szczypta feng-shui, empatii, rozumienia ludzkich problemów, kojarzenie faktów i już ;-) Nie na darmo wujek Waldek o mnie mawiał "dwa razy Was kupi, trzy razy sprzeda, a nawet się nie zorientujecie" ;-) Oj chciałabym znów pracować i kasiorrę, mamonę zarabiać. Oj, co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. To se ne vrati pane havranek. Nie ma co płakać, nad rozlanym mlekiem. Oby gorzej nie było ;-) I tak często słyszę, że to mnie się wydaje (że choruję), że udaję, bo nie widać (jeszcze tego by brakowało), że jestem nienormalna (chyba dlatego, że chcę żyć i od życia wciąż więcej chcę:-), że odbiegam od stereotypu nieuleczalnie chorej (powykręcanej i śliniącej się na wózku inwalidzkim-jeszcze by tego brakowało). No bo skoro przeżyłam i żyję, bo mnie wyratowali z tych ropni i innego tam badziewia, no to tym bardziej chcę żyć !!! A co Wy nie????? Usłyszałam też ostatnio, że nie mam psychiki osoby chorej i że jestem jak skowronek (nie ropucha;-) A może choroba to stan umysłu - coś w tym jest......... Aj, no i jeszcze ten karnawał. Mam nadzieję, że w tym roku uda nam się jakiś bal zahaczyć :-) Tylko w co ja się ubiorę ....;-) Ściskam, buziaki przesyłam i gorąco pozdrawiam wszystkich Was (tych co to się dziwią, że jeszcze jestem też, a może i w szczególności ;-) hi hi hi;-)